czwartek, 23 kwietnia 2015

Nasz pierwszy wspólny twór...

projekt

...Który żeśmy poczynili w przypływie szału i twórczej mocy, to ogródek skalny. Bez dwóch zdań wykonany nad wyraz amatorsko !!! mimo wad trwa nadal :) Zbudowaliśmy go w lipcu 2012 roku, ogromnym nakładem pracy, bo oczywiście na początek musiał być duży.
 Z dużych kambulców, z dużą ilością roślin...... a potem woziliśmy ten cały gruz i te wielkie głazy w upale. Na początek trudno było znaleźć odpowiednie miejsce, teren wznosi się od pewnego momentu działki i właściwie wszędzie rosną drzewa. W końcu padło na kawałek obok ogródka warzywnego, koło granicy z sąsiadem, praktycznie w sadzie, w otoczeniu drzew liściastych..... krzewów liściastych......liści...echh..i to był błąd pierwszy......jesień to frustrująca pora roku...
Drugi błąd: Nie położyliśmy folii wszędzie, tylko po linii brzegowej skalniaka ( że niby to wystarczy i potem żadna cholera nie wyrośnie raptem ze środka! ).
 Trzeci: zasypaliśmy gruz piaskiem, nie odczekaliśmy dobrze aż to wszystko sobie siądzie; zaraz ułożyliśmy pięknie, artystycznie i z polotem głazy... Zasypaliśmy znowu piaskiem, znowu nie poczekaliśmy tylko zaraz potem w wydzielone sektory powysadzaliśmy rośliny.
Przez ostatnie sezony borykaliśmy się z ciągłym dosypywaniem podłoża roślinom i uzupełnianiem go w szczelinach. Jednak jakoś dają radę.. zastąpiliśmy  wiesiołka missouryjskiego - wawrzynkiem; przenieśliśmy też dominującą kocimiętkę koło podstawy skalniaka.... Właściwie to sama tam sobie zeszła :) Na jej miejscu umieściliśmy zaś goryczkę, przeniesioną ze skalniaczka nad oczkiem wodnym; na razie nie wygląda najlepiej i zasuszyła jedyny pączek który miała.
Jak na taką amatorszczyznę musimy wyznać, że wygląda zachwycająco ;)
Jednego nie przewidzieliśmy.... poprzedniego lata wprowadziły się ( bardzo pożyteczne oczywiście i wyczekane przez Mamę ) ROPUCHY ( ropucha zielona konkretnie ) !!
Nie żebym miała coś przeciwko, w końcu też jestem wiedźmą.....ale cholery robią sobie korytarze i jaskinie pod roślinami, odsłaniając ich korzenie. Specjalnie walczyć z nimi nie możemy, bo religia  nam zabrania ;) Jedyne co robimy to z uporem maniaka zasypujemy kolejne, najbardziej newralgiczne otwory.

kawałek ropuchy....


Jak zmieniał się w czasie skalniak:


 Od razu po obsadzeniu roślinami






tu jeszcze kocimiętka Fassena tłamsi żagwin



tymianek cytrynowy



















rozchodnik ostry jest niezawodny, zawsze daje czadu :)


 akcenty zwierzęce muszą być

Bulaj i Akryl na obchodzie

Gdzieś jest jeszcze parę zdjęć, jeśli je zlokalizuję to wrzucę je tutaj :)
Na szczycie skalniaka, obok lawendy przetrwała tylko jedna, różowa lewizja niestety. Żółto-biała odmiana wymarzła.
 Z lawendy jesteśmy w ogóle bardzo dumni, dobrze jej na tym samotnym szczycie; chociaż mroźne wiatry ją smagają- to nasz najładniejszy okaz. Żagwin także spełnił pokładane w nim nadzieje i już myślę nad jakimś nowym, w innym kolorze :) Co by go wcisnąć koniecznie gdzieś ;)
Dodam jeszcze na koniec, że najgorsze co może być dla skalniaka to koszenie wokół niego kosą spalinową, w za bliskiej odległości - niestety można sobie w ten sposób zaaplikować masę niechcianych chwastów ! Nie polecam....ech.... :)

 a to pierwsze zdjęcie w tym sezonie :)

Mądrzejsi  o te parę lat ze skalniakiem w Grzeszynie; tworzymy teraz jeden w przedogródku Minkowickim ( u przyszłej teściowej ), ze spokojem, bez pośpiechu, dopiero w tym sezonie posadzimy część roślin. Dosypiemy jeszcze piasku i kamyczków. Ten kolejny twór robiony był bardzo porządnie :) Ale o nim kiedy indziej :)
Jakie są Wasze doświadczenia skalniakowe ?! Macie takowe ? A może polecacie jakieś fajne, sprawdzone roślinki ?   :)




czwartek, 16 kwietnia 2015

Raport kolejny :)

 Jak kobitki się uprą to już koniec ;)
Rodzice marzyli o rabacie lawendowej... bach! zrobili rabatkę ! jest rabatka ! Piękna, w kamiennym kręgu, na środku podwórza,  a w jej środku klon palmowy jeno ! I tak sobie jest, niestety przyszedł feralny czerwiec 2013 i nas zalało. Cała woda z wioski, z pól była u nas ( dodam, że sprzątanie obejść z wszelkiego gówna powinno być obowiązkowe pod karą grzywny! ) , wszelki syf był u nas... W każdym razie deszcze i ciągła wilgoć nadwyrężyły rabatkę i osiadła bardzo. W zeszłym sezonie na krzaczkach lawendy pojawiła się szara pleśń.... Rabatka dogorywać zaczęła ewidentnie................... do ostatniej soboty; kiedy to z Mamą wcieliłyśmy w życie plan ratunkowy !
Wykopałyśmy wszystkie sadzonki ( bryły korzeniowe śmierdziały grzybem ), między roślinami zaczęła rosnąć rzeżucha ! Masakra ! Nawiozłyśmy gruzu, potem piachu i na końcu ziemi wymieszanej z piaskiem ( 'tylko' kurcze 12 worków! ). Zajęło nam to cały wekeend i część poniedziałku ale udało się ! Nie wiem czy rośliny przetrwają taką jazdę; bo są w kiepskiej kondycji. Na pewno będzie lepsze odprowadzenie wilgoci, a i wizualnie podniesienie rabaty podziałało na jej korzyść. Całe szczęście, że Tata zgotował w sobotę na ognisku kociołek, bo najpewniej umarłybyśmy z wycieńczenia przy tej harówce ;)
prapoczątek
Tak było na samym początku

 i potem...





przerwa na wiedźmiński kociołek


Ale jak mówię uparłyśmy się... :) 
Przy okazji.... zaczynają kwitnąć brzoskwinie i wiśnie ! Otworzył się pierwszy tulipan; a kiedy rano wychodzi się do ogrodu uderza ptasi harmider. Na polu skowronki bez wytchnienia nadają. Wiosna na całego !
 W foliaku ( tfu! ) wszystko pięknie rośnie; jedliśmy pierwsze listki rukoli w chwastowej sałatce i jedną małą rzodkiewkę. Jedliśmy tak w ogóle na dworze oczywiście :) 
Relacja fotograficzna z rośnięcia i kwitnienia :) 


 Kotlet pilnuje papryk
     
 ałycza          
                         
 magnolia

   śliwa wiśniowa 'nigra'      

                                                    
funkia 'cha cha'

na skalniaku mały chaos z udziałem kurdybanka

'
wiciokrzew japoński
  pierwiosnek   

                                                             


parzydło leśne
    
'
 tawułka Arendsa

miętowy, włochaty hatifnat :)

epimedium czerwone

 
jagoda kamczacka     


 'jabajbaj'


 taras na samym początku, teraz nie ma pod nim nic prócz róż


 wisienka na tarasie

 brzoskwinia


Poczyniliśmy też zamówienie nowych roślin do ogrodu. W tym roku szalejemy z astrami i bodziszkami ! Zasadzimy też pierisa japońskiego' Mountain fire' i kalinę 'Charles Lamont'.
Poprzesadzałam też  niezapominajki pod taras iii tu pytanie do Was !
 Czy ma ktoś pomysł co można jeszcze posadzić pod częściowo zacienionym tarasem? Dodam, że nie daleko rośnie świerk, a w części bardziej oświetlonej dwie róże. Przydałoby się jednak coś okrywowego....? Najlepiej dorastającego do 30cm, tak żeby zasłoniło podstawę tarasu  :)
Piszcie, piszcie jeno!! ;)

piątek, 10 kwietnia 2015

Co tam u nas za płotem

Pogoda wreszcie dopisała, upał prawie ! 23 stopnie normalnie ! W foliaku wietrzę ciągle, bo inaczej wszystko się zaparza. Otwieram za bardzo to z kolei wyparowuje błyskawicznie woda z podłoża i znowu wszystko zdycha. echh
 Wertykulator przetestowałam wczoraj, oj ciężko idzie ale idzie. Zapomniałam, że ma kabel niestety i wyrwałam mu to paciuctwo z włącznikiem... Całe szczęście ktoś wymyślił taśmę klejącą ;)  Mama walczyła z rozdrabniaczem do gałęzi i po jakimś czasie się zatkał niestety; Tata wymontował mu u wylotu taką kratkę i teraz znowu daje czadu. Międzyrzędzia wymulczowane zrębkami zatem :) Zobaczymy jak taki rodzaj mulczu się sprawdza.
Bób wyłazi, cebula już się przepchała zieloniutkimi kutasikami; cukinia, dynie i pomidory powschodziły także :) Oto  kilka moich zielonych cudów :

 karczoch

 brokuł

 kapustki pekińskie

 roszponka

 rukola

 ogórecznik

czosnek

Ha ! Pochwaliłam się ;)  
Pochwalę się też, że byłam z rodzicami na zebraniu wiejskim jeno. Miażdżącą ilością głosów wygrała nasza pani sąsiadka; co to nie chciała startować ale tak ją wkurzył były sołtys,że się zdecydowała. Fajnie, bo może wreszcie nam rowy wykopią, cholera. Była też pani wójt i strasznie dużo gadała, głównie o tym, że właściwie nie mamy co liczyć na żadne pieniądze i, że oczywiście taki bajzel zastała po poprzedniej władzy ! Ho, ho ! że kasy na świetlicę to raczej nie da, bo w gminie 33 kominy do robienia i ludzie mogą po wybuchać normalnie ! Starego sołtysa za opieszałość w sprawie rowów też nie będzie rozliczać - stara władza no ! A na wycinkę w polu to 'chyba' mieli pozwolenie. W każdym razie zebranie trwało ok 2 godzin i ogólnie to wioska nasza podzielona na frakcje jest ( Bagińscy vs Maziaki )  :) Było rześko ;)  Potem do rady wybraliśmy jeszcze jedną kobitkę i faceta; ( wszyscy oni to Maziaki jeno :) ). Rzekło mi się nawet do rodziców górnolotnie, że "Patriarchat skonał właśnie w Grzeszynie" ;) Na co rodziciele zaczęli gwałtownie się krztusić... Zebranie się wreszcie skończyło i zmarznięci, prawie zasikani wróciliśmy do domu ( właściwie to ja przyleciałam wcześniej, bo już byłam na rdzeniu ).
Niestety muszę jeszcze wspomnieć o jednej fatalnej rzeczy. Mianowicie opętanie czy choroba, która skłania ostatnio ludzi do masowego wyrzynania drzew, dotarła i do nas :(  Wycieli nam prawie wszystkie drzewa na miedzy, że niby pozwolenia mają, że te do 10 lat można. Dęby na pewno były starsze ! I te dzikie śliwki... był z nich świetny bimber...ehh.. Co z tymi ludźmi się dzieje !? Ja nie wiem normalnie... Na pocieszenie wsadziłam parę niezapominajek pod tarasem..


Tyle dziś. Cudowna pogoda ! Mam nadzieję, że u Was też słonecznie i ciepło ! ;) 
Green power !!!

wtorek, 7 kwietnia 2015

O Książce

Tym razem o Książce nie związanej z ogrodnictwem. Pomyślałam, że o Niej napiszę, bo nie źle mną tompnęła. Dziś o : "Prowadź swój pług przez kości umarłych"  Olgi Tokarczuk.
Książkę kazała mi przeczytać Mama; w związku z tym nie miałam wyjścia ;)  Dobra, skusiło mnie też to, że kiedyś widziałam Panią Tokarczuk na którejś Manifie we Wrocku   ( to znaczy, że raczej nie może być zła ).  :)
W każdym razie,  połknęłam ją w trzy dni ( Książkę oczywiście )! Ma niesamowity, niepokojący, mroczny nawet klimat; napisana pięknym językiem; każdy rozdział otwiera cytat lub motto z listów Williama Blake'a i z " Proverbs of Hell, Auguries of Innocence, The Mental Traveller".

" Ten, kto wątpi w to, co widzi,
Prośby twoje wyszydzi.
Słońce i Księżyc, gdyby tak wątpiły,
Z nieba by zaraz ustąpiły."

Najważniejsze rzeczy, zjawiska Autorka podkreśla zawsze dużą literą. 
Z bohaterką książki Janiną Duszejko ( zapaloną astrolożką, emerytowaną nauczycielką i obrończynią zwierząt, która jeździ Samurajem ) utożsamia się moja Mama i ja także. Kiedy widzę ambony na polu i słyszę o kolejnych mordach na zwierzętach, krew mnie zalewa ! Walka z kłusującym sąsiadem to dla nas rzecz oczywista. Po tej lekturze wiem  też, że najpewniej jednak przejdę na wegetarianizm.

"(...) Zabijanie stało się bezkarne. A ponieważ stało się bezkarne, to nikt go już nie zauważa. A ponieważ nikt go nie zauważa, nie istnieje. Gdy przechodzicie koło wystaw sklepowych, na których wiszą czerwone połcie poćwiartowanego ciała, to myślicie, że co to jest? Nie zastanawiacie się, prawda? Albo gdy zamawiacie szaszłyk czy kotlet - to co dostajecie? Nic w tym strasznego. Zbrodnia została uznana za coś normalnego, stała się czynnością codzienną. Wszyscy ją popełniają. Tak właśnie wyglądałby świat, gdyby obozy koncentracyjne stały się normą. Nikt by nie widział w nich nic złego."

Jeśli spojrzeć na to w ten sposób, nie dziwne wydaje się, że zwierzęta powzięły wreszcie zemstę. Sarny mordują kolejnych 'gości', a ja dostaję wypieków z emocji ! Wendetty dokonują też reliktowe chrząszcze - zgniotki szkarłatne. Intryga trzymająca w napięciu   ( trochę smutna co prawda czasami, nie łatwa)  i piękne zakończenie ! Czego chcieć więcej ? Kawał świetnej literatury; który z resztą powinien być obowiązkową lekturą szkolną. Jest pełna ponadczasowych mądrości.

" - Dlaczego niektórzy ludzie są źli i wredni ? - zapytał Boros.
- Saturn - powiedziałam - Tradycyjna starożytna Astrologia Ptolemeusza, mówi, że to Saturn. Że w swoich nie harmonijnych aspektach on ma moc tworzenia ludzi małodusznych, podłych, samotnych i płaczliwych. Są źli, tchórzliwi, bezwstydni, posępni, snują wieczne intrygi i mają podły język, nie dbają o ciało. Wiecznie chcą więcej, niż mają, i nic im się nie podoba. Czy o takich ci chodzi? "


Polecam oczywiście najgoręcej !!! Z resztą także inne pozycje Tej autorki są warte przeczytania :) Czytajcie, czytajcie jeno !! ;)
Chyba, że już przeczytaliście; wtedy czekam na Wasze opinie :)

sobota, 4 kwietnia 2015

Chwastne jajka

Piękny, naturalny sposób na wielkanocne pisanki :) Sposób na zielone, eko - święta ;) Właśnie go odkryłam i już przy nim zostanę.
 Potrzebujemy :

  • białych  jajek
  • różnych chwastów ( listków - fajnie wychodzi krwawnik, kocimiętka, pietruszka, jaskółcze ziele )
  • octu
  • zielska do wywarów barwiących, czyli: łupy cebuli, buraki, liście np. mniszka
  • pończochy, rajstopy cienkie
-------------------------------------------------------------------

Przygotowujemy wywary ( do każdego dolewamy  łyżkę octu by kolor się utrwalił ). Jajka moczymy w wodzie i 'obklejamy' je wszelakimi listkami. Delikatnie zawijamy każde w kawałek pończochy, związujemy tak by listki dobrze przylegały do powierzchni jajka. Wrzucamy je do wywaru i gotujemy na wolnym ogniu; czym dłużej to robimy tym intensywniejszy kolor jajka. Ja coś pochrzaniłam z wywarem buraczanym i nie wyszedł mi taki ładny kolor niestety.
Prawdziwą frajdą było szukanie odpowiednich chwastów; a ile odkryłam przy tym niesamowitych form i kształtów !
Efekty są naprawdę piękne, prawdziwa pochwała natury i odradzającego się życia na Wiosnę ;) 
Zachęcam wszystkich do spróbowania ! :) 








piątek, 3 kwietnia 2015

Mazurek pomarańczowy

Wrzucam Wam w darze cudny, niezawodny ( kurcze jest zajebisty ! ) przepis na mazurka !  Moja Mama opatentowała go u nas na święta, a wzięła go kiedyś z jakiegoś starego pisma. Mazurek dla przejedzonych według Zofii Merle, która "gotować za bardzo nie lubi". W każdym razie wszyscy go uwielbiają, a ja podaję go Wam z kilkoma własnymi zmianami. Spód możecie zrobić jaki uważacie ;)
Ja robię tak:

  • 500 g mąki tortowej
  • 250 g masła
  • 3 żółtka
  • ok. 6 łyżek cukru pudru ( właściwie wedle uznania )
Wszystko wrzucam do Kiciusia i on za mnie wyrabia ;) Potem zawijam w folię i wkładam do lodówki. Wyklejam ciastem blaszki i robię ozdobne brzegi; piekę na góra/dół w 180 C, aż się zezłocą. Ciasto fajne, plastyczne, wygodnie się formuje.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

to zdjęcie z 2012, teraz ładniej mi wychodzi ;)


Masa pomarańczowa ( proporcja na dwie 28 cm blaszki okrągłe  ):

  • cztery duże pomarańcze
  • kostka masła
  • cukier puder wedle uznania ( zależy od słodkości pomarańczy )
  • można dodać rumu lub limoncello
-----------------------------------

Dobrze szoruję i wyparzam owoce. Dwie pomarańcze kroję na pół, wyciskam z nich sok ( by uniknąć tego, że masa może wyjść za rzadka - wiadomo pomarańcze są mniej lub bardziej soczyste ), kroję i wrzucam do miksera. Kolejne dwie obieram ze skórki. Wrzucam do miksera i dodaję masło i cukier. Wszystko miksuję na gładką masę ( jeśli trzeba dolewam soku i alkoholu ). Wtryniam na spód i wkładam do lodówki żeby masa stężała. Warto zrobić go dzień wcześniej żeby przez noc przegryzł się w lodówce.
Ma wspaniały, orzeźwiający smak z lekką goryczką ! Nie jest też "chamsko" słodki ;)  
Polecam go z całego serca !

Życzymy Wam ciepłych, rodzinnych ( bezwietrznych, bezśnieżnych, bezgradowych..itd..) Świąt Wielkanocnych !!!!! :)

tegoroczny wypiek