Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misz Masz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Misz Masz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 stycznia 2021

Patyk

                                               



                 



                                                                           "Nic prawdziwego nigdy nie umarło 

                                                          - tylko nazwy, formy i złudzenia."

                                                                                                                            Eckhart Tolle


Moje zielone serce zawdzięczam tym najbliższym dobrym duchom, które od małego dbały, co bym codziennie 'latała po dworzu'. I tym paru napotkanym 'na szlaku' późniejszego życia. Zapachy, dźwięki, kolory, faktury tego bogatego i hojnego świata Natury. Odcisnęły się w mojej duszy i wyryły w sercu jak porządna matryca linorytu.

Od dziecka kolekcjonuję Zachwyty nad tą zieloną magią, nad wystarczającym byciem tam gdzie się jest częścią Wszystkiego. I to wystarcza. Ma się po prostu niezauważalne, przyrodzone poczucie przynależności i sensu. Takie od Korzeni. Sycące i pocieszające poczucie, że jestem ok, Tu gdzie stoję bosą stopą. I gdzie syto pachnie gleba...

Bycie w Naturze jest dla mnie oczywiste, mocne i sprężyste; jak młoda trawa wiosną.

Najpiękniejszy, szczodry dar, który otrzymałam, to zdolność Zachwycania się.

Zachwyt jest ze mną zawsze, jest jak kamyk w kieszeni, scyzoryk w plecaku czy butelka z wodą. Pozwala przetrwać wszystko.

Pozwala w tej, niekiedy, strasznej brzydocie ludzkiego świata; zauważyć mieniącego się kobaltowo w słońcu gawrona. W masie strajkujących kobiet dostrzec tłumioną tak długo energię i piękną siłę zmiany. W drodze na Orlicę, przeżyć podróż do białej krainy Narnii ( nie przypuszczam by był taki tłok przed wejściem do szafy). Ach! Śnieg, śnieg!!! ( fenomen w końcu ). Szukam nadziei i piękna pomimo lęku, bo zwyczajnie jest nas wszystkich za dużo...Nas ludzi.

A nie ma Planet B. Nie ma też pewności, że te kartofle na Marsie się przyjmą; nawet sadzone ręką Matta Damona. Nie ma też gwarancji, że ostatni na posterunku zostanie George Clooney żeby zawrócić Nas gdzieś z powrotem...

Szukam Zachwytów w lesie i nad rzeką i nad morzem i w górach...

Tych codziennych, oj o te czasem, to się muszę potknąć by zauważyć, muszę o nie walczyć. Ale są zawsze, należy tylko wyostrzyć zmysły. Wstrzymać oddech żeby smogu nie wciągnąć lub poszybować wzrokiem daaaaleko nad dachami bloków...

Mam ambiwalentne uczucia po prostu. Czy jeszcze wolno mi brać te Zachwyty i je przeżywać i do tego rozdawać? Pal sześć te 'z nad bloku' ale co z tymi w potencjalnej dziczy?

Zielony Świat ginie w zastraszającym tempie i czy ja mogę wiedząc, to pojechać i do deptać te zdeptane Bieszczady? Czy mi wolno chcieć tej Puszczy Białowieskiej? Tego domu i ogrodu gdzieś w dziczy?

Czuję się jak złodziej. Czy okradam swoje dziecko? Jestem chciwa i roszczeniowa w stosunku do naszej Matki? Jak przedstawicielka inwazyjnego gatunku...

Jesteśmy cholerną nawłocią kanadyjską...Jesteśmy jak wirusy. Nie zostawiamy sobie sami miejsca na oddech.

Wtedy patrzę na ten mój kolejny dar. Na moje dziecko.

Patrzę na to, ile potrafi znaczyć TEN patyk.

Czy Wam udaje się jeszcze znaleźć TEN patyk?

Patrzę i nie ogarniam, a jak ogarniam, to patrzę... i czuję wkurw i radość i rozpacz i nadzieję i bezradność i narastające uczucie determinacji i misji by COŚ zmienić. Tu i Teraz!

Bo nie godzę się na świat w, którym nie będzie TYCH patyków!

Chcę pokazać mu Wszystko. Chcę żeby wiedział, że w tym Kontinuum jest jego miejsce. I że czuć, to Wszystko, to wielki przywilej; choć przynosi też czasem rozpacz. Żeby wiedział, że jest TYM patykiem, kamieniem, marchewką, wilkiem, wiatrem, drzewem i dalej sobą...

Bo nic Prawdziwego nigdy nie umarło...

Nie ma tu miejsca na klęskę! Jestem Matką i winnam mu przynajmniej próbę naprawy tego całego bajzlu! Winnam mu do cholery zdrowe jarzyny! Pachnące truskawki! Szumiące i bujne lasy! Zdatne do picia zasoby wody! Świeże powietrze....

Winnam mu ten Zachwyt, który pozwala żyć pełnią życia. Który odziera ze złudzeń ale jest Prawdziwy. Namacalny, Twój/Mój/Nasz. Nasz Dom...JEDYNY

Nikt Ci tego nie odbierze ale może próbować i to robi...

Nie godzę się na brak TYCH patyków/szyszek/kamieni/robaków...!

I bodziaków przy polnej drodze...

 GDZIE są kurwa bodziaki? Gdzie są łopiany...!?


Zawsze i na zawsze... :)

GREEN POWER!!!!!!!!!!!


 


poniedziałek, 6 lutego 2017

kiszonka - przeprosiny

Pisząc poprzedni wpis zapomniałam, że skoro uważam, że "Z miłości i przyjaźni nie powinno się mówić wszystkiego'; to ja nie powinnam pisać tego posta. Okazałam się hipokrytką.
Nie będę się beznadziejnie tłumaczyć.
Serdecznie przepraszam najbliższą dotkniętą rodzinę; nie było moim zamiarem nikogo krzywdzić. Zapomniałam,że bliscy zazwyczaj nie mają złych intencji.
Chciałam zwrócić uwagę na to, że 'są rady' i 'rady'. I czasem mało zastanawiamy się nad tym jak i co mówimy; a niektóre rzeczy zapadają głęboko w serce. Przykro mi ,że ten feralny wpis zapewne wam zapadnie.
Oczywiście co się stało, to się  nie odstanie.
Obiecuję załatwiać na przyszłość osobiste żale, osobiście i nie robić kiszonek.
Całą resztę 'internetu' przepraszam, za świadkowanie w rodzinnych niesnaskach.

                                                                                          Mari

sobota, 4 lutego 2017

kiszonka

Długo kisiłam tego posta, pisanie go to była normalnie walka Bannera z Hulkiem.
Powiedzmy, że weszliśmy na wyższy level. Będzie tu też trochę tekstów i rozważań na tematy około rodzicielsko - ekologiczne. Ogrodowo - dzieciakowo - ekologiczne. Zielono - blikościowo - ogrodowe ?
He, he !!! Bójcie się !! ;) Hulk w natarciu !!!


Macierzyństwo zabiera dużo energii i odziera ze złudzeń 'że jakoś to będzie'. Bo teraz trzeba mieć jednak jakiś PLAN. 
Macierzyństwo niesamowicie umacnia, przechodzisz na wyższy poziom. Bez ściemy - teraz sam poród wydaje się być tą łatwiejszą częścią.
 Drzwi które do tej pory były zamknięte - otwierają się z hukiem. Jak Chuk z półobrotu otwierasz sama kolejne i kolejne.
Power i zielona moc!!!


 Codziennie dotykasz źródła - życia, przemijania. Jesteś źródłem !! Biologiczny, zielony ogrom.
Myślimir sprawia, że jestem wypompowana, ale codziennie z nim razem pokonuje niepowtarzalną drogę do gwiazd ( tak konkretniej, to na pole i do ogrodu ).
W tej wędrówce nie liczy się zarzygana cztery razy bluzka, ból cycków, dziwne oczekiwania rodziny czy, że się zasypia wpół słowa i myśli.
Biorę udział w czymś niezwykłym i nigdy wcześniej nie musiałam się tyle uczyć i w takim tempie ! Każdy dzień to weryfikacja własnej osobowości, lekcja pokory, cierpliwości i wdzięczności. Wydałam światu dziecko i to była naprawdę prostsza część ;)
Wielka przygodo trwaj ! ( trudno nie wpaść w patos heh ).
Rewolucja więc trwa i jeszcze ten magiczny pył nie osiadł nigdzie na stałe. Byle wiaterek wystarcza i znów wzbija się w chaotycznym tańcu w powietrze.
Ciężko zachować równowagę, bo do tego jestem raczej nadwrażliwym i temperamentnym typem. Każdą decyzję  magluję i mieszam jak niedojrzały kompost. Uczę się jak nie wpadać od razu w złość i wchodzić w skórę mojego niemowlaka.
I to nie jest jakaś super moc, która od razu spływa wraz z byciem matką. Tego się trzeba nauczyć.
Często ogarnia mnie czysty irracjonalizm sytuacyjny i emocjonalny!!!
Rany! Łatwiej jest kupę kompostu przerzucić !
A tu bywa, że pod koniec dnia sami jesteśmy jak gówno....
Każdy z rodziny i znajomych ( zarówno dzietni i nie dzietni lub podzietni i przeddzietni ) ma swoją wizję jakimi rodzicami powinniśmy być i jak postępować. Łatwo wpadają w arogancki ton, bezrefleksyjny, wszystkowiedzący. Zapewne tłumaczą sobie, że z miłości lub przyjaźni można powiedzieć wszystko. Nie powinno się.
Polecam tym ludziom poczytać. Po prostu.
Czytanie jest magiczne, ma moc zmiany.
Zapoznać się z najnowszymi badaniami, opiniami naukowców i specjalistów.
Jeśli mi ktoś próbuje wcisnąć swoje racje i stosuje żonglerkę słowną dobrem i zdrowiem mojego dziecka...
Radzę grzecznie... POCZYTAJ!
Radzę, to najbliższym, bo jednak znajomych mam w tym względzie w dupie ( sorry, nie ! )
Zamierzamy towarzyszyć naszemu dziecku w rozwoju. Inspirujemy się szeroko pojętym nurtem ekologicznego rodzicielstwa. Sprawując swoją opiekę kierujemy się intuicją i nową wiedzą    ( okazuje się wcale nie nowa! ), która prowadzi nas prosto ku Rodzicielstwu Bliskości.
 W ogrodzie nasz syn spędzi dzieciństwo ;) Na powietrzu, wśród brudu i bez czapeczki ( omg !!)
Na boso ( nie do końca jak Cejrowski ),cycając się bezwstydnie,wszędzie i zapewne tak długo jak sam będzie chciał....Zanurzając się w kojącej zieloności i dobrej pracy własnych rąk.
Damy Myślimirowi świat, ten prawdziwy. I zachwyt, który sprawia, że warto żyć !!!
Zresztą dajemy sobie zachwyty na zmianę ;)


Mamy zielone serca i jemu chcemy ofiarować takie same, jeśli nam pozwoli. Weźmie ile będzie chciał.
Bardziej przyziemnie : podwyższone mini grządeczki, huśtawka, domek na drzewie, błoto i las.
Tak wiem, oczywiście mam megatroniczne plany i chcę wszystkiego na raz :) Ktoś może pomyśleć, że mam niezłą banie. Kurde mam !!!  Głęboko wierzę, że konkretnej zmiany mogą dokonać rodzice. Posiać, dbać ( uprawiać ?) i zebrać dobry plon w postaci żywych i wrażliwych przyrodniczo ludzi.
 Ludzi zielonej zmiany!!
Ale wciąż jestem Matką uczącą się, 'wybaczcie'.
Dlatego tak mnie cieszy, że tylu ludzi myśli i czuje podobnie ! Kocham Was Zieloni moi ! :)

Tu dla dociekliwych; zajrzyjcie, poczytajcie jak będziecie mieli ochotę w temacie rodzicielstwa:

William i Martha Sears "Księga Rodzicielstwa Bliskości"
Richard Louv " Witamina N" "Ostatnie dziecko lasu"
Oczywiście wszystkie książki Jaspera Juula

Polecam stronki:

Dzieci są ważne
Wielki zachwyt
Cohabitat 
Balticarium
ulica ekologiczna
Na razie tyle mi do głowy przyszło i to oczywiście nie wszyscy zieloni szaleńcy zmiany :)

Green Power!!!!!!! 
Zielonej mocy młodzi, zieloni rodzice !!! :)

P.S. Najlepsza zabawka naszego dziecka ? Drewniana łyżka !
 Pokonała nawet lusterko z falbanką ;)

czwartek, 8 grudnia 2016

paskudnie ale....

Za oknem jakoś paskudnie i wietrznie... Dolina Grzeszyńska w listopadzie. 
Cholera...to już grudzień! 
Co roku mam plan przespania początku grudnia, z pobudką na święta żeby się najeść rzecz jasna. Niestety co roku w tym okresie wypadają moje urodziny...I co roku podsumowuje...ech..
Kiedyś myślałam, że będąc w TYM wieku będę sławną, piękną i dobrze ubezpieczoną artystką. 
To było bardziej kiedyś :) Teraz zdecydowanie wolę takie piękno z ziemią za paznokciami.
 Plany i marzenia się zmieniają, ewoluują ,a ja nigdy nie byłam specjalnie nastawiona na tzw. sukces, co to go wszyscy muszą mieć. Mam osiągnięcia twórcze, które śpią w szufladzie i im tam na razie ciepło i dobrze. Mam w głowie i sercu zieloność, ona mnie pochłonęła i skradła duszę.
To w końcu też sztuka :)
W tym roku jednak mogę powiedzieć, że przynajmniej ambitny plan posiadania rodziny się spełnił.
Synek nam się udał znakomicie :) Rośnie jak po gnojówce z pokrzywy ;)
Tak więc za płotem paskudnie ale ciasto na piernik już sobie leżakuje w lodówce; kwas buraczany zrobiony, grzyby razem z chilli dyndają nad kuchnią, a ja poznaję co znaczy kolka....
Kolka to zło....Kolka jest jak najgorszy chwaścior...Kolka jest jak....;perz albo kielisznik !!!
Tyle w temacie kolki.
Ku pokrzepieniu wrzucam ciepłe, sierpniowe wspomnienia zza płotu :









 torebka Mamy Muminka




 ech...przed zarazą

























to dopiero chaos :) uwielbiam nasz sad

A tak było na ostatnim spacerze przedwczoraj :) 





 Dzidziuś w lodowej gęstwinie


 paluszki hatifnatów



Tak więc czekam na święta żeby się najeść do syta.  Może nawet uda się ciepłą kawkę wypić?

Green Power ludziska!!!!!!!!!!!!!!!!

 A TU możecie zobaczyć jak było u nas pod koniec listopada w 2015 :)
A TU jeden z krzepiących lipcowych postów, który próbuje ogarnąć WSZYSTKO :)